Wixa to slangowe określenie specyficznego rodzaju imprezy, która przeżywała swój rozkwit na przełomie wieków. Łączyła charakterystyczny gatunek muzyki, krzykliwe akcesoria i spontaniczne okrzyki motywujące tłum do zabawy. Zapraszam do lektury, z której dowiesz się, skąd wzięło się to słowo i na czym dokładnie polegało opisywane zjawisko.
Czym dokładnie była wixa?
Mianem wixy określano przede wszystkim specyficzną odmianę imprezy klubowej, która łączyła w sobie wpływy zachodnioeuropejskich parad takich jak Love Parade z dźwiękami stupid house i hard house. Nie chodziło tylko o konkretny gatunek muzyczny, ale cały styl bycia i estetykę uczestników. Centralnym punktem takich wydarzeń była prosta, rytmiczna muzyka z dominującym basem, do której prowadzący imprezę disc jockey dodawał własne, podkręcające atmosferę okrzyki.
Podstawą muzycznej oprawy było charakterystyczne, „rurowate” brzmienie basu, uderzającego często w co drugiej ósemce pomiędzy beatami. To właśnie od tego metalicznego, przesterowanego dźwięku wzięły się alternatywne nazwy zjawiska, takie jak rurka czy belka. Brzmienie opisywano niekiedy obrazowo jako dźwięk uderzania młotkiem w metalową poręcz. W warstwie instrumentalnej dominowały głębokie stopy perkusyjne i proste, zapętlone melodie syntezatorowe.
Ważnym aspektem była też swoista hierarchia intensywności przeżywania imprezy. Uczestnicy wyróżniali trzy stopnie tego stanu: podstawowy określano po prostu mianem wixa, mocniejszy zwano luta, a szczytowy, graniczący z przesadą – huta lub dżumaga. W lokalnym żargonie funkcjonowały także inne synonimy samego wydarzenia, jak jazda. Co istotne, słowo „wixa” odnosiło się również do stanu upojenia alkoholowego.
Jakie akcesoria budowały atmosferę wixy?
Wydarzenia typu wixa miały swój ścisły, rozpoznawalny na pierwszy rzut oka dress code i zestaw gadżetów. Uczestnicy przebierali się za postacie w rodzaju robotników, kosmitów czy robotów, a twarze często zakrywali maskami chirurgicznymi lub gazowymi. Dominowały stroje odblaskowe i fluorescencyjne, świecące w ultrafiolecie. W tłumie charakterystycznym widokiem były osoby z plecakami, do których doczepiano… odkurzacze.
Do absolutnego kanonu wyposażenia każdego uczestnika należały:
- białe rękawiczki świecące w świetle UV – stanowiące najbardziej rozpoznawalny symbol wixy,
- gwizdki, którymi nadawano rytm i hałasowano podczas kulminacyjnych momentów setu,
- glowsticki i mrugające, kolorowe bransoletki tworzące świetlny spektakl w ciemności sali,
- odblaskowe i jaskrawe elementy garderoby potęgujące wizualne wrażenie chaosu.
Skąd pochodzi nazwa „wixa”?
Słowo to, pierwotnie zapisywane także jako vixa, ma swoje źródło w języku niemieckim. Wywodzi się od wulgarnego określenia Wichser, oznaczającego onanistę. Termin ten trafił do Polski prawdopodobnie za pośrednictwem okrzyków „Wichser!”, wznoszonych przez disc jockeyów na wielkich zachodnich imprezach plenerowych. Z czasem przeszedł pełną adaptację do rodzimej fonetyki, ortografii i morfologii, zyskując przy tym zupełnie nowe, nieobraźliwe znaczenie związane z imprezową ekstazą.
W różnych regionach Polski do dziś można spotkać synonimy takie jak jazda, rurka czy belka, przy czym dwa ostatnie odwołują się bezpośrednio do charakterystycznego basu.
Co ciekawe, wyraz ten ma również zaskakujące, drugie dno w języku potocznym. W gwarze poznańskiej wiksa od ponad stu lat oznacza po prostu pastę do butów – znaczenie to notowano już w słownikach z początku XX wieku. Z kolei w środowisku warszawskich studentów funkcjonuje ono szeroko jako synonim imprezy, melanżu, domówki czy wyjścia na miasto, co potwierdzają liczne poświadczenia w słowniku studenckim.
Jak rodziło się i ewoluowało zjawisko?
Za pionierów brzmienia, które dało podwaliny pod polską wixę, uznaje się holenderską formację Klubbheads. To ona w 2000 roku wypromowała charakterystyczną linię basu nagraniem „Turn Up The Bass”. W kraju nad Wisłą epicentrum nowego trendu stał się szybko Klub Ekwador w Manieczkach pod Poznaniem. To tam pierwszy polski promotor tego stylu, DJ Kris, stworzył wzorzec imprezy z okrzykami, gadżetami i całą otoczką, który później kopiowano.
Złoty wiek wixy przypadł na lata 2000–2003. Imprezy odbywały się głównie w dużych klubach na przedmieściach lub wsiach, gromadząc nawet kilka tysięcy osób. Charakterystycznym widokiem byli mężczyźni w sportowo-eleganckich strojach, koniecznie po solarium, oraz kobiety w białych kozaczkach. Na porządku dziennym były narkotyki pobudzające, głównie ecstasy i amfetamina, które potęgowały odbiór intensywnych świateł i muzyki.
To od nazwy miejscowości Manieczki przez długi czas określano prymitywne, proste utwory synonimem muzyki mało ambitnej.
Od około 2003 roku nurt zaczął być sukcesywnie wypierany. Część klubów przeszła na brzmienia electro house, a nieliczne zastąpiły stupid house transem. Symbolicznym końcem epoki był rok 2006 i festiwal Sunrise Festival, na którym administracja ostatecznie zakazała używania gadżetów kojarzonych z wiksą – gwizdków i białych rękawiczek. Wielu disc jockeyów, w obliczu narastającej fali krytyki i uznawania stylu za mało ambitny, porzuciło ten gatunek.
Jak przetrwały pozostałości dawnej mody?
Mimo zaniku masowej popularności duch wixy okazał się nadspodziewanie żywotny. Formacje takie jak Clubbasse, uznawane za polskich prekursorów muzyki wiksiarskiej, zostały reaktywowane i z sukcesem organizują imprezy z cyklu „Retro time in attack”. Na takie wydarzenia w Klubie Ekwador lub podobnych miejscach zapraszani są artyści utożsamiani ze „starym stylem”, a sama idea przeżywa nostalgiczną drugą młodość.
Impuls do odrodzenia dały w 2013 roku cykle imprez o nazwach „Pumpingland” oraz „Members of Pumpingland”, które otwarcie nawiązują do stylu scouse-house wypromowanego przez Klubbheads. Głównym spadkiem po dawnej epoce pozostały jednak charakterystyczne okrzyki z mikrofonu, które wciąż można usłyszeć na niektórych imprezach klubowych – choć słowo „jazda!” nabrało już często negatywnego, ironicznego wydźwięku.
Zwolennicy podkreślają, że to właśnie to bezpretensjonalne i spontaniczne zjawisko zbudowało podwaliny pod rozwój polskiej sceny klubowej. W tym ujęciu bez ery wixy i jej masowej popularności w małych miejscowościach krajowi disc jockeye i producenci nie mieliby gruntu, by się rozwijać. Przeciwnicy natomiast zarzucali muzyce zbytnią prostotę, a całości zjawiska przesycenie alkoholem i używkami. Mimo podziałów, słowo zgłoszone w plebiscycie na Młodzieżowe Słowo Roku 2016 na trwale zapisało się w językowym krajobrazie Polski.
FAQ – najczęściej zadawane pytania
Czym była wixa jako impreza?
To specyficzny rodzaj klubówki łączący wpływy parad plenerowych z prostą, basową muzyką stupid i hard house oraz okrzykami DJ-a podkręcającymi zabawę.
Skąd pochodzi nazwa „wixa”?
Termin wywodzi się z niemieckiego wulgaryzmu Wichser, który przez okrzyki DJ-ów trafił do Polski i zyskał nowe, imprezowe znaczenie.
Jak brzmiała muzyka grana na wixie?
Dominowało metaliczne, przesterowane „rurowate” brzmienie basu z mocnymi stopami perkusyjnymi i prostymi, zapętlonymi partiami syntezatorów.
Jakie akcesoria i strój były typowe dla uczestników?
Standardem były białe rękawiczki świecące w UV, gwizdki, glowsticki, odblaskowe ubrania oraz maski i czasem odkurzacze doczepiane do plecaków.
Jakie stopnie intensywności wyróżniano na wixie?
Mówiono o trzech poziomach: podstawowej wiksie, mocniejszym lutu i kulminacyjnym hucie lub dżumadze.
Kiedy wixa przeżywała złoty wiek?
Szlak popularności przypadał na lata 2000–2003, gdy imprezy przyciągały tysiące osób w dużych klubach przedmieść i wsi.
Dlaczego nurt stracił popularność i kiedy to nastąpiło?
Od około 2003 roku trendy przestawiały się na inne brzmienia, a symboliczny koniec nastąpił w 2006 gdy zakazano gadżetów kojarzonych z wixą na Sunrise Festival.
Czy pamięć o wiksie przetrwała do dziś?
Tak — styl wraca nostalgicznie w retro imprezach i cyklach nawiązujących do scouse-house, a okrzyki z mikrofonu wciąż pojawiają się klubach.